20 LAT TYGODNIKA OKO. A ZA ROK… OCZKO!

  • 02.12.2021, 14:30
  • Albert Kopański
20 LAT TYGODNIKA OKO. A ZA ROK… OCZKO!
Zgodnie z obietnicą - pełna, a w każdym razie znacząco poszerzona relacja z naszego dwudziestolecia :)

[słowem wyjaśnienia: poniższy tekst przygotowany został do wersji drukowanej i znajdują się w nim odniesienia do faktu, że zaczynał się na stronie 1 i kończył na 3. Zdecydowaliśmy się nie modyfikować relacji w wersji internetowej, z uwagi na... no cóż, na pewno się Państwo zorientujecie czemu ;) ] 

 

22 listopada, Kawiarnia Kulturalna w Kozienicach gościła wydarzenie dla nas wyjątkowe: 20-lecie Tygodnika OKO. W spotkaniu wzięli udział najwierniejsi Czytelnicy oraz byli i obecni pracownicy i współpracownicy naszej redakcji.

 

Z grona byłych współpracowników zaszczycili nas w ten poniedziałkowy wieczór swoją obecnością: Dariusz Szewc, który zaprezentował imponujący objętością zbiór tekstów opublikowanych przez siebie na łamach OKA pod szyldem Lewym Okiem (początki współpracy z OKIEM wspominał w numerze 12/2021), były sekretarz i redaktor naczelny Mateusz Pułkowski (rozmowa w numerze 13/2021) oraz Emil Kopański, z którym spotkamy się w Kulturalnej ponownie już w najbliższy poniedziałek - o tym więcej informacji wewnątrz numeru.. Obecny skład ekipy OKA reprezentowali rzadko widywany, choć OKU niezbędny i najstarszy po Naczelnym stażem Krzysztof Sułek, który jako grafik odpowiada za to, jak OKO wygląda i czy ma na swoich miejscach wszystkie przewidziane strony, sam redaktor naczelny i zarazem wydawca Edmund Kordas oraz niżej (a właściwie zapewne dopiero na str. 3) podpisany.

 

20 lat. Dużo, mało? W socjologii to dolna granica czasu trwania pokolenia, można w tym czasie wychować dziecko od narodzin po wysłanie go na studia, o “pięknych, dwudziestoletnich” gorzko pisał Hłasko, wesoło natomiast śpiewał Kossowski… Nam niestety z niewiadomych przyczyn jubileuszowej piosenki nie poświęcił żaden z lokalnych bardów, toteż swe dokonania opiewać musieliśmy sami, co z entuzjazmem podczas tego wieczoru czyniliśmy.

 

Plan runął już po pierwszym numerze

 

Naturalną koleją rzeczy obowiązki gospodarza z całym właściwym im zarówno brzemieniem jak i splendorem przyjął na siebie Redaktor Naczelny, który powitał wszystkich słowami:

 

- Drodzy Państwo, serdecznie Was witam na spotkaniu takim trochę półtajnym, bo tajne ono do końca nie będzie, jako że na pewno będzie relacja w Tygodniku OKO oraz, mam nadzieję, w zaprzyjaźnionej z nami Kronice Kozienickiej. W telegraficznym skrócie o tym, jak ja to widziałem: w roku 2001 zmaterializowała się wreszcie moja przemożna chęć dotycząca tego, żeby wreszcie coś w mediach zrobić. Cały czas marzyłem o radiu, ale jak się nie ma tego, co się lubi… Ja nigdy nie lubiłem pisać i to do tej pory mi zostało, zawsze wolę mówić, ale wyszło tak, że po różnych doświadczeniach w latach 90., w gronie w sumie kilkunastu osób spróbowaliśmy wreszcie to zrobić, tzn. założyć gazetę. Na bazie doświadczeń innych, że trzeba mieć zawsze materiał na przynajmniej kilka numerów naprzód, taki właśnie ambitny plan powstał i oczywiście runął już po pierwszym numerze. Na szczęście byliśmy wtedy miesięcznikiem, więc udało się sklecić kolejne, no i później tak już zostało, bo muszę Wam powiedzieć, że im dłużej się to robi, to bardziej to wciąga. Nas wciągnęło tak, że w 2011 roku przeszliśmy z czasopisma szytego na format gazetowy, to było we wrześniu 2011, czyli tak naprawdę mamy poniekąd podwójną rocznicę: dwudziestą w ogóle czasopisma Obiektywny Kozienicki Obserwator - bo tak to się przez kilka pierwszych miesięcy nazywało - OKA w ogóle i dziesiątą tej wersji czy też formatu, jaki mamy obecnie.

 

W tym miejscu przerwiemy, by kontynuować na następnej stronie, co składa się o tyle zabawnie, że również podczas spotkania w tym właśnie momencie wypowiedź Naczelnego przerwana została przybyciem spóźnionego nieco Grafika, którego wejście miało radosny akcent, o którym nie napiszemy nic bliżej, pozostawiając tę małą tajemnicę jako ekskluzywny akcent do wiadomości tych jedynie Najwierniejszych Czytelników, którzy byli z nami tego wieczoru na miejscu ;)

Czy policzyliście już Państwo strony numeru, który trzymacie w rękach? Owszem zubożenie wersji pandemicznej o całe 4 strony i nam mocno doskwiera, ale nie o tym w tym momencie. Jeśli liczba stron (8) się zgadza, szpalty trzymają pion, winiety poziom, druk ostrość a fotografie głębię, jeżeli nic nie jest do góry nogami i ogólnie w departamencie organizacji grafiki i tekstu panuje należyta przejrzystość i dyscyplina, to podziękować za to należy Krzyśkowi Sułkowi, który od roku 2013 odpowiada za skład, czyli sposób prezentacji przygotowanych przez nas materiałów i wysyłkę gazety do druku.

 

Swoją drogą, jeśli już o druku mowa: warto przypomnieć, że determinacja Naczelnego w zakresie zapewnienia nieprzerwanego i regularnego wydawania OKA była i jest na tyle silna, że gdy problemy organizacyjno-techniczno-finansowe zagroziły widmem nie wydania kolejnego numeru z powodu braku możliwości jego wydrukowania, został on (właściwie zostały, bo numery takie były dwa) mimo wszystko złożony i powielony na ksero.

 

Czy śnieg, czy skwar...

 

Ścieżka wspomnień zawiodła nas zresztą także do czasów, gdy o obecnym luksusie złożenia gazety w redakcji lub po prostu w domu i wysłania jej do drukarni za pomocą łącza internetowego można było tylko pomarzyć: materiał należało złożyć i nagrać na płytę CD-ROM, po czym wsiąść w samochód i dostarczyć ją do drukarni, która fortunnie nie była jeszcze wówczas w Warszawie, tylko nieco bliżej. Teraz na szczęście mamy internet, który pozwala nam pracować wygodniej, szybciej… a w razie potrzeby składać gazetę z dowolnego miejsca na Ziemi. Krzyśkowi zdarzyło się na przykład, o czym nie omieszkał wspomnieć, robić OKO podczas pobytu w Brukseli.

 

Anegdoty, anegdoty… Gdy tylko zaczął się ten wątek, Mateusz Pułkowski i Emil Kopański, byli współpracownicy i goście najmłodsi wiekiem (acz bynajmniej nie stażem!) nieustannie wchodzili sobie w słowo, przerzucając się zabawnymi historyjkami, jakich w ciągu lat ich współpracy z OKIEM uzbierało się sporo. A to sensacja sezonu ogórkowego, czyli niegroźna stłuczka, jaka miała miejsce tuż przed redakcją na oczach redaktora Pulkowskiego i z miejsca trafiła na świecącą naglącą pustką pierwszą stronę właśnie składanego numeru, a to będące puentą tej opowieści pieczołowite zamalowywanie markerami tablic rejestracyjnych w całym kilkutysięczny nakładzie tego wydania gazety, a to przygody podczas plecakowej dystrybucji OKA po mieście i “zbierania haraczy”, czyli wędrówek z fakturami od kiosku do kiosku w czasach, gdy OKO było płatne. Swoją drogą - ci z Państwa, którzy wiedzieli jak dystrybucja OKA wygląda obecnie, wiedzą, że od tamtej pory nic się właściwie nie zmieniło. W dobie streamingów, paczkomatów, subskrypcji, dronów i Tesli w kosmosie żaden zmyślny system nie zastąpił jakoś dotąd dobrze ułożonych butów i silnych pleców szeregowego dystrybutora Tygodnika OKO. Czy śnieg, czy skwar, czy deszcz, czy zawieja...

 

A właśnie: pamiętacie Państwo Radio Ucho? Nasz naczelny nie kryje na co dzień, toteż i podczas spotkania nie krył tym bardziej, że to właśnie tę medialną przygodę życzyłby sobie przeżyć raz jeszcze. Czekamy na Państwa odzew w kwestii, czy bylibyście taką formą zainteresowani. A jeśli nie radio sensu stricte, to może chociaż... podcasty?

 

Lewym Okiem, Prawym Okiem...

 

Dariusz Szewc, współpracownik aktywny szczególnie w pierwszych latach przygody OKA, przyniósł na spotkanie, jak wspomnieliśmy wcześniej, okazały zbiór oprawionych felietonów, które swego czasu, publikowane zazwyczaj pod zbiorczym hasłem “Lewym Okiem”, bawiły edukowały i skłaniały do refleksji na tematy najróżniejsze, acz zazwyczaj powiązane z szeroko rozumianą kozienicką kulturą. Pan Dariusz mówił:

 

- Wyszło tak, jak wyszło. 20 lat temu spotkaliśmy się z Edmundem, który zaproponował mi, żebym pisał i redagował stronę pod nazwa “Lewym Okiem”. Byłem wtedy członkiem Socjaldemokracji Rzeczypospolitej i zrozumiałem to tak, że “no tak - tu prawica, tam lewica, każdy w swojej kolumnie, “różne punkty widzenia”. Tutaj będę mocno bronił obiektywności Kozienickiego Obserwatora, bo taka była idea i do takiej idei przystałem. Wiedziałem, że jeśli ja coś napiszę patrząc tym “lewym okiem”, to ktoś inny napisze “prawym okiem”, będzie jakaś polemika - bardzo mi to odpowiadało. Ta stopka redakcyjna [tu Dariusz Szewc otworzył jeden z archiwalnych numerów] - to wspaniali ludzie.

 

Wiele jeszcze było wspomnień i anegdot, utrzymanych w konwencji coraz to swobodniejszej rozmowy - zbyt wiele, byśmy mogli je teraz wszystkie przywołać, choć być może niektóre jeszcze kiedyś przytoczymy. Tylko niektóre, bo te najpikantniejsze pozostaną znane w ścisłym w gronie współpracowników OKA oraz tych, którzy poświęcili poniedziałkowy wieczór, by się z nami spotkać i wspólnie powspominać.

 

Obchody 20-lecia OKA uznajemy oficjalnie za zakończone. Dziękujemy wszystkimi, którzy z nami byli i przede wszystkim tym, którzy z nami są dzisiaj. Kłaniamy się w pas Czytelnikom, obecnym i przyszłym Współpracownikom, a także właścicielom punktów dystrybucji, którzy właściwie bezinteresownie umożliwiają nam docieranie do odbiorców.

 

A co do tytułu… Redaktor Naczelny słusznie spostrzegł, że skoro 21 to jak powszechnie wiadomo OCZKO, to rocznicą stosowną dla nas do naprawdę hucznego świętowania będzie nie bieżąca, tradycyjnie okrągła, tylko przyszłoroczna, dwudziesta pierwsza.

 

Czego sobie i Państwu serdecznie życzymy!

 

 

AlKo

 

Albert Kopański

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe