Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 26 września 2026 12:30
Przeczytaj!
Reklama

25 lat, 24 strony i 200 pierogów

Czyli podsumowująca obchody naszego 25-lecia rozmowa z redaktorem naczelnym Tygodnika OKO, Edmundem Kordasem.
25 lat, 24 strony i 200 pierogów

Autor: Fot. Przemysław Nowak

Tygodnik OKO: A więc... 

Edmund Kordas, redaktor naczelny Tygodnika OKO: Młody człowieku, nie zaczyna się od „a więc ”.

Pięknie, od razu krytyka. 

Krytyka, ale nie krytykanctwo.

Zacznijmy więc... no tak, zacznijmy od 25-lecia. Było dużo budowania napięcia, długie preludium, no i się wydarzyło. Jak się Panu redaktorowi podobało? 

Bardzo mi się podobało. Cieszy mnie, bo jednak sporo ludzi było. Tych, o których myśleliśmy i jeszcze mnóstwo innych na dokładkę. Kilka kramów, które też się tam wystawiły ze swoimi produktami, zanotowało spory obrót, a to też jest pewna miara, że tak powiem, oddziaływania. Koncerty wyszły pięknie, świetna była gra miejska, w ogóle było sporo wzruszeń…

Fot. Maciej Kordas

A sezon gęsty, dużo było tych imprez. 

Tak jest. Byłem bardzo zadowolony z efektu - i chyba w tym nie osamotniony, jak później miałem okazję słyszeć. Wiadomo, że nie przyjechali wszyscy, na których liczyliśmy, kilka znaczących dla OKA postaci z różnych względów nie mogło się pojawić. O tych, którzy się pojawili, pisaliśmy w poprzednim numerze, o innych cały czas pamiętamy. Warto przypomnieć tu zwłaszcza te osoby, które pisały w pierwszych latach, bo wielu spośród nich już nie ma między nami. A wtedy to grono było naprawdę dość szerokie. Spójrzmy…

Właśnie, wyjaśnimy może Czytelnikom, na co patrzymy, bo znów jesteśmy w naszym archiwum, przeglądamy segregatory, w których zebrane są rękopisy….

No, nie tylko rękopisy, ale rzeczywiście spora część tego to są teksty ręcznie pisane. 

Więc może zanim porozmawiamy o ludziach, powiedzmy sobie jak to kiedyś technicznie wyglądało.

Zatem: obecna technologia i cykl produkcyjny, tak ma się do dawnego OKA, jak nowoczesna linia w fabryce do manufaktury. Dziś teksty ze zdjęciami wysyłamy mailem do grafika, grafik to składa, odsyła makiety, my je sprawdzamy i albo korygujemy, albo akceptujemy. A gdy już mamy całość, pliki ze stronami wędrują przez specjalny program do drukarni. 

To natomiast, co tutaj mamy... kilkanaście dużych pudeł, pełnych segregatorów, różnych teczek i tak dalej. A w nich przede wszystkim: teksty. Częściowo, owszem, pisane na maszynie a nawet na komputerze, mimo że to był, przypomnę, rok 2001, ale większość to rzeczy napisane ręcznie i tak nam dostarczone. Czyli w redakcji najpierw trzeba było to wklepać do komputera. Spisane - nagrać, razem ze zdjęciami na płytę CD. Z tą płytą trzeba było następnie fizycznie pojechać do drukarni. 

Te pierwsze numery, które mieliśmy w formacie A4, gdzie była ta okładka z papieru kredowego, a później taki papier offsetowy… Na tym właśnie etapie jeździliśmy z kilkoma płytami do drukarni offsetowej, która była w Radomiu. Zostawiliśmy je i tam odbywał się tak zwany skład i łamanie tego tekstu, po czym na drugi dzień przyjeżdżałem do drukarni i odbierałem próbne wydruki. Oglądaliśmy je w redakcji, nanosiliśmy jakieś korekty. Pracowało przy tym wtedy kilka osób, na przykład ś.p. pan Boguś Mazur się tym zajmował, bo współpracował z nami nie tylko jako fotograf i autor różnego rodzaju artykułów. Z tym, co uradziliśmy, wracaliśmy do drukarni. Paradoksalnie - przy tym systemie pracy mieliśmy więcej czasu na korektę, niż dziś, gdy skład robimy sami i odbywa się to wszystko w jeden dzień. 

Tak to wyglądało przez kilka lat. Kiedy w 2006 roku, już za czasów Ani Tadry, spróbowaliśmy po raz pierwszy być dwutygodnikiem i zmieniliśmy format na A3, nie drukowaliśmy już tego w drukarni offsetowej. Musieliśmy przejść do tak zwanej rolowej, a takowa znajdowała się wtedy w Białobrzegach i drukowała regularne gazety, takie typowe, duże formaty z papieru z roli. Tak też zresztą drukujemy się i teraz.

To był początek współpracy już nieco bardziej zaawansowanej technologicznie. Wysyłaliśmy wtedy pliki przez internet na FTP drukarni, oni u siebie robili skład i łamanie i przysyłali nam to z powrotem. Odpadał zatem problem dojazdów. Tak to trwało chyba z pół roku, później znowu przeszliśmy do formatu A4. Ze względów przede wszystkim ekonomicznych, bo cały czas również mieliśmy zarabiać. 

Czyli gazeta coś kosztowała. 

Gazeta kosztowała i towarzyszyła temu rzecz z dzisiejszej perspektywy nie do końca zrozumiała, bo z tej sprzedaży trzeba było później się rozliczać, czemu służyły tak zwane WZ-ki, z tymi wszystkimi miejscami dystrybucji, głównie sklepami i kioskami. Czasami były zwroty, a kiedy tych zwrotów robiło się powiedzmy 30%, z tego liczącego 1000 czy 2000 nakładu, finalnie więcej przy tym było roboty, niż zarobku. Tym bardziej, że po pewnym czasie postanowiliśmy, że te niesprzedane egzemplarze poprzedniego numeru po prostu zostawiamy, żeby ludzie mogli brać je sobie za darmo, przy okazji zakupu numeru bieżącego. Niektórzy byli więc oczywiście tacy cwani, że nie kupowali, tylko czekali, aż numer się zdezaktualizuje, żeby mieć go za darmo, albo po prostu czytali na miejscu. Kolejny przełom nastąpił we wrześniu 2011 roku. Wcześniej mieliśmy rozmowy z pewnym inwestorem, na współpracy z którym wyszedłem osobiście jak Zabłocki na mydle. Nie będę tu operował nazwiskiem, ale był to człowiek, który miał konkretną sprawę do rozliczenia się z elektrownią i potrzebował medium, które by mu w tym pomogło. Jemu się udało, ja natomiast finansowo odczułem to bardzo boleśnie. No, ale wtedy mieliśmy okazję zainwestować i poszliśmy w ten format, który praktycznie został do tej chwili. 

We wrześniu 2011 roku, rozpoczyna się zatem era OKA jako tygodnika: 24 strony, koszty przeogromne. Nakład wzrósł chyba wtedy do 15 tysięcy, z czego połowa to były zwroty. Przychody z połowy nakładu były oczywiście mizerne. Ciężko było. I wtedy wreszcie wpadłem na genialny pomysł, żeby przestać OKO sprzedawać, bo to nastręczało coraz więcej kłopotów, a po prostu przejść na jego rozdawanie. Jeśli ktoś nie siedzi w tym biznesie, to mu się to pewnie wyda zupełnie kontrintuicyjne, ale w rzeczywistości zadziałało znakomicie. Żeby gazeta była darmowa, trzeba zwiększyć napływ różnego rodzaju reklam, artykułów sponsorowanych i tak dalej. W momencie, gdy zaczęliśmy to rozdawać, dostępność była oczywiście większa. Poszliśmy też już wtedy szeroko w teren, objęliśmy praktycznie pół dawnego województwa radomskiego, od Grójca, przez Jedlińsk, Warkę, powiat kozienicki oczywiście, ale później też prawie cały powiat zwoleński, nie mówiąc o Pionkach, Jedlni, czyli połowa powiedzmy powiatu ziemskiego radomskiego po jego wschodniej stronie. I reklamodawcy to oczywiście widzieli. 

Duży obszar, dużo stron, dużo roboty….

Tak, ten obszar i objętość były duże, ale wtedy też mieliśmy etatową redakcję. W apogeum to były nawet dwa etaty oprócz mnie. Później półtora, później pół. No i teraz, wiadomo - etatów nie ma, została nasza luźna współpraca.

Z dzisiejszej perspektywy wychodzi na to, że pewne decyzje zawsze podejmowałem za późno. Przede wszystkim: nie trzeba było robić 24 stron. I zmniejszyliśmy te objętość, najpierw do 16, a później do 12 stron. Co też było zabiegiem takim sobie, ponieważ z drukiem jest tak, że koszty nie rosną płynnie, ale jakby skokami, co osiem stron. Czyli: gdy drukujemy 12 to jest to 8 stron plus 4, które i tak liczy się jak drugie 8. W końcu, podczas pandemii, zeszliśmy do 8 stron i tak na razie zostało. Numery dwunasto- i szesnastrostronicowe zdarzają się wciąż, owszem, ale okazjonalnie.

Kończąc temat druku- od września 2011, to mamy erę drukarni Agora. Mamy dostęp do FTP i to już jest era Krzysztofa, który składa gazetę obecnie. Chociaż nie, przed nim był jeszcze Radek, niezwykły oryginał. 

Czyli drukarnia już na tym etapie nie zajmowała się składem.

Nie, już nie. Do drukarni na FTP, czyli taką skrzynkę, że tak powiem w uproszczeniu, wysyłaliśmy już samodzielnie złożone strony. Często zdarzało, że pliki były nie tak jak trzeba nazwane, albo coś innego było z nimi nie tak i trzeba to było naprawić, ale wtedy mieliśmy też luksus w tej chwili nie do pomyślenia, czyli deadline mieliśmy o 3 nad ranem. Bo gazeta drukowała się o 6. Telefonicznie rozmawialiśmy właściwie co tydzień, przez ładnych kilka lat, nawiązaliśmy nawet takie relacje, powiedzmy, koleżeńskie. Szczególnie z panem Stefanem, z którym przeszliśmy przez telefon na Ty, a ja w sumie tylko raz w życiu się z nim widziałem fizycznie, a miało to miejsce przy takiej historii, kiedy zupełnie zawaliliśmy sprawę.

Nie pamiętam szczegółów, ale było bardzo źle. Powiedzieli, że tym razem nas nie wydrukują, nie będą czekać, aż coś po czasie wymyślimy, idą do domu i koniec. A ja ich jednak uprosiłem. Kierowałem wtedy pierogarnią i obiecałem, że im nawiozę pierogów, no i wiadomo czego jeszcze do nich! No i w następnym tygodniu, kiedy poszły pliki, a odbiór miałem rano o 6.00, pojechałem. Druk naszej gazety, całego nakładu, trwał tam zresztą 7.5 minuty, bo cała rola, kilka tytułów, to było niecałe 35-40 minut.

W każdym razie udało mi się wtedy wejść, raz jedyny, do tego studia DTP Agory. Z dwoma pudłami, obwieszony jak tragarz, bo było tych pierogów chyba ze dwieście. Panowie byli mocno zdziwieni, bo myśleli, że ja sobie tam żartowałem, że to było takie już trudno, uprosił… Ale nic z tych rzeczy! Ja im mówię: my tu jesteśmy z puszczy, charakterne chłopaki. Skoro było powiedziane, to jest. No i nie ukrywam, że później mieliśmy o tyle z górki, że jak coś było nie tak, to oni po prostu sami patrzyli i mieliśmy wtedy telefon słuchajcie, ale macie babola na pierwszej stronie...

A teraz drukarnia się już nie przejmuje. Wysłaliście, to wysłaliście. W każdym razie do końca października 2025 roku drukowaliśmy się w Agorze. 14 lat. Od listopada drukujemy w Axl Springer. To taka drukarnia, która zresztą część maszyn zakupiła Agory w Radzyminie. Technika dokładnie ta sama, deadline tak samo na 19:00 w środę. Format tylko trochę mniejszy, co zresztą chyba mało kto zauważył, bo jest dość typowy. Na tych samych maszynach, w tym samym formacie, drukuje się np. „Przegląd Sportowy” i „Fakt”. 

Skoro technologię mamy za sobą, przejdźmy może do ludzi.

… i od razu powiedzmy, że nie da się ich wszystkich wymienić. Każdy by to zrozumiał, gdyby spojrzał na te teksty, na rozmiar tego archiwum, zobaczył, ile osób, ile nazwisk i pseudonimów się przewinęło. 

A przecież, oprócz tych luźnych i etatowych współtwórców, byli też Czytelnicy i ich listy. 

Tak, listy Czytelników…. ileż tego jest! My ich trochę pokazaliśmy na wystawie, ale to była malutka próbka. Nie ukrywajmy: połowa tych listów to donosy. Ale są też sprawy poważne, ważne i bardzo ważne. Na przykład pan Tadeusz Banaszczyk. To jest przykład osoby starszej, która mieszkała w momencie, kiedy się OKO pojawiło, poza Kozienicami i dla niego to było coś wspaniałego. O tym do nas pisze: że dzięki nam mógł się dowiadywać, co się dzieje w tych Kozienicach, które miał ciągle w sercu. I pewnie było więcej osób, dla których OKO było takim łącznikiem z Kozienicami przed erą internetu. Z panem Tadeuszem prowadziliśmy długą korespondencję, mnóstwo listów, przesłaliśmy sobie zdjęcia, życzenia… Czyli mamy pierwszą kategorię listów: wyrazy uznania. Ktoś coś przeczytał, podobało mu się i chciał nam o tym powiedzieć. Mamy też oczywiście kategorię wprost przeciwną, czyli polemik lub po prostu wyrazów oburzenia. No bo nie ukrywajmy - były i takie listy. Potem, wspomniane wyżej, różnego rodzaju donosy. Większość z nich to anonimy, ale są również takie podpisane imieniem i nazwiskiem, czasami jeszcze z numerem telefonu, na wypadek, gdybyśmy chcieli o coś jeszcze dopytać. 

Gdzie jest granica między donosem, a zalążkiem artykułu? 

To kwestia rzetelności opisu sytuacji i jego stylu. Donos jest najczęściej wysoce subiektywny i emocjonalny. Czasem - po prostu chamski, bo były i takie listy, w tym dotyczące spraw, nazwijmy to, męsko-damskich, opisujące życie intymne różnego rodzaju urzędników, w tym również tych na najwyższych szczeblach, generalnie ich szkalujące. Ale były też opisy realnych problemów i spraw prawdziwie bulwersujących.

Czyli mądry redaktor musi to wszystko rozróżnić

No tak. Myślę, że żaden z takich donosów, tych wulgarnych, nie ujrzał światła dziennego na naszych łamach. Są tylko tu, w archiwum. Mamy też jednak również np. prośby o nawiązanie współpracy. Mamy wspomnienia o zmarłych, mamy teksty pozytywne, w których ktoś chce zwrócić uwagę na czyjeś wartościowe dokonania… O, nawet moje: tutaj ktoś na przykład, adresując list do red. naczelnej Anny Tadry, dziękuje za artykuł z nr 6, 24 marca 2005 roku, zacytujmy: Ten artykuł spotkał się z szerokim oddźwiękiem w społeczeństwie Ziemi Kozienickiej i na Mazowszu i jest w całości zamieszczony w mojej Kronice-pamiętniku historycznym dla potomnych… Społeczeństwo Ziemi Kozienickiej czeka na więcej artykułów podobnej treści. Z poważaniem, kronikarz i miłośnik Ziemi Kozienickiej, Stanisław Wołos.

 

Duże słowa!

Owszem. Szkoda, że nie wiemy chwilowo jaki artykuł chodzi. A tu na przykład Mieczysław Kupiszewski i jego wspomnienie o Krystynie Rutkowskiej. Dalej: Bronisław Jasek, mieszkaniec wówczas Wrocławia, pisywał Kartki z dziejów Powiśla Kozienickiego. Wszystko ręcznie oczywiście. Dalej Marian Tokarczyk - Z dziejów Janikowa. O Tadeuszu Banaszczyku już wspominaliśmy, ale tutaj oprócz listów są fotokopie zdjęć. A myśmy robili z tych fotokopii - fotokopie do gazety! Czasami, trzeba to wprost powiedzieć, one się po takiej ścieżce do druku nie bardzo nadawały. O pani Annie Sas-Jaworskiej już chyba mówiliśmy? To było na początku naszej działalności. Pani Anna dużo się wtedy na naszych łamach udzielała i wspierała nas mocno. Trzeba to podkreślić, bo to była naprawdę bardzo udana współpraca. 

Przysyłano też do nas oczywiście różnego rodzaju teksty z prośbą o publikację. Najczęściej były to wiersze. Mieliśmy też taki okres, kiedy bardzo nas lubiły nauczycielki, a to dlatego, że publikacja w gazecie pomagała, czy nawet była jednym z warunków koniecznych, tak mi się wydaje, do uzyskania tytułu nauczyciela dyplomowanego. Z początek nie widzieliśmy o co chodzi…

Czyli coś takiego, jak gdy teraz do nas piszą harcerze, bo potrzebują opublikować tekst, żeby zdobyć jakąś sprawność.

Tak, tylko stawka była wyższa. Współpracowaliśmy także z panem Andrzejem Heydlem, synem rodziny Heydli z Brzózy, właścicieli majątku Brzóza. Sporo mieliśmy od pana Andrzeja swego czasu różnych materiałów. Obecny szef PTTK, Mirosław Mazur, też pisał wtedy do OKA o imprezach na orientację, proszę bardzo. O, a tutaj wymiana pism do urzędem miejskim o zgodę na zorganizowanie festynu z okazji 10. numeru OKA [śmiech]. To jest wiosna 2002 roku. A tu znów prośba o interwencję prasową: sprawa dotyczy figurki Matki Boskiej obok Liceum Ogólnokształcącego. W czasie przebudowy chodnika w czerwcu 2017 r. została uszkodzona kula z gwiazdką, na której stała postać Matki Boskiej, i tu mamy pismo z żądaniem przywrócenia figurze dawnej świetności

Można powiedzieć, że jak ktoś w Kozienicach (i okolicach) nie wiedział do kogo się zwrócić, to się zwracał do OKA.

Oczywiście. I z tego punktu już po stronie gazety było dotarcie z tym do właściwego adresata czy do opinii publicznej. Były też współprace reklamowe: razem z Montexem, bo firma Kordas wtedy jeszcze sprzedawała okna i drzwi firmy Montex, mieliśmy konkurs, na który nadsyłano takie oto hasła: OKO szczytem dobrego tekstu / gdy pisze o oknach z Montexu. Albo OKO wita, OKO czyta / Montex firma przyzwoita [śmiech]


Gdy ktoś chciał badać historię handlu i przemysłu w Kozienicach, OKO byłoby niezłym przyczynkiem.

Dalej: Stefan Rosiński przysyłał nam wycinki z Gazety Radomskiej z przełomu XIX-XX wieku o Kozienicach i okolicach. Na przykład w 1895 roku Gazeta Radomska przypomniała o założycielu wsi Augustowa. Informacja ta jest tym cenniejsza i godna przypomnienia, że dotychczas za założyciela i fundatora wsi uważano Stanisława Augusta Poniatowskiego.

I to był rok 1772. Czyli powyższa relacja kwestionuje nie tylko osobę fundatora, ale i rok założenia Augustowa. Rewelacja, prawda? Po czym okazuje się, że autor pomylił Augustów w gminie Pionki z tym w gminie Grabów nad Pilicą.


Właśnie: to w sumie nietypowe, żeby gazeta, jakby nie patrzeć, miejska, poświęcała tyle miejscach historii regionu. Zwykle gazety tak nie wyglądają. 

Szczerze… to sam tak do końca nie wiem, dlaczego tak wyszło, ale miałem zawsze ambicje, żeby OKO to nie był jednak Fakt czy Super Express. I żeby nie zaszło to, co zaszło przed wydaniem OKA, czyli krach pewnej lokalnej gazetki, której redaktor zresztą mnie również naciął. Zapłaciłem 600 zł, a zamówionej reklamy nikt nie zobaczył , bo Nowa Gazeta Kozienicka po czterech numerach przestała się ukazywać. Były więc może ambicje bycia gazetą taką nieco solidniejszą i, powiedzmy, bardziej inteligentną. Natomiast potem oczywiście mieliśmy okresy różne, w tym takie, gdzie naprawdę sięgaliśmy czasami, mówiąc wprost, przysłowiowego dna. Muszę to powiedzieć, bo czasami zdarzały się i takie teksty. Raz czegoś nie sprawdziliśmy do końca i miałem z tego tytułu duże nieprzyjemności. Po tej nauczce sprawdzaliśmy już rzetelniej. Chodziło o ogłoszenie towarzyskie, które ktoś złośliwie spreparował. 

Ludzie nie patrzyli też czasem w jakiej rubryce coś jest napisane, czy to jest tekst redakcyjny, gościnny felieton czy list do redakcji. Odium spadało na nas, pomimo, że pisaliśmy wyraźnie, że poglądy wyrażone na danej stronie nie są poglądami redakcji. Czytelnicy utożsamiali je z nami i tak. Teraz staramy się jednak, jak sam wiesz, jednoznacznie oddzielać z informacje od komentarzy. 

Zawińmy zatem powoli z powrotem do brzegu współczesności: kiedyś ludzie pisali do OKA, bo nie mieli innego miejsca, w którym mogliby dla szerszego grona publikować...

…a teraz każdy może być publicystą, każdy może w mediach społecznościowych się realizować, więc do nas przychodzą już tylko maile. Oczywiście w dużo mniejszej ilości niż kiedyś, ale może lepszej jakości, bo jak ktoś dziś już pisze do gazety, to raczej z czymś konkretnym. W dalszym ciągu są to czasami teksty, które proszą nas o interwencję. I my na te sygnały, jak w Garbatce czy Molendach, staramy się reagować. Było tych spraw w sumie sporo, takich interwencyjnych, opisujących różne nieprawidłowości w jednej gminie czy drugiej. To zostało. 

Wiemy zatem jak było i jak jest. A jaka jest przyszłość OKA? Następne 25 lat?

Nie, nie, nie. Tak daleko to ja nie sięgam. Marzy mi się, owszem, trzydziestolecie, i słowo marzy nie jest tutaj chyba wcale nie na wyrost. Natomiast to nie będzie na pewno tysięczne wydanie. Najpierw się marzyło, żeby było setne, później dwieście pięćdziesiąte. Potem - dlaczego nie pięćsetne? Mamy pięćsetne. Dalej: dwadzieścia lat minęło. Teraz mamy dwadzieścia pięć lat, więc teraz myślę, że takim realnym celem jest lat trzydzieści. Ale czy dociągniemy do tej trzydziestki? Tego naprawdę nie wiem. Bo to zależy od wielu rzeczy, z popytem na czele, czyli od tego, czy komuś ta gazeta dalej będzie potrzebna. 

Wbrew temu, co 10-15 lat temu mówiono, że rozwój mass mediów zabije słowo pisane, okazało się, że absolutnie tak nie jest. Owszem, musieliśmy zmniejszyć objętość, zapomnieć o redakcyjnych etatach, trzeba było się zreorganizować. Technologia nam to oczywiście ułatwia, bo de facto teraz redakcję mamy w laptopach. Cykl produkcyjny też jest maksymalnie skrócony, w dużej mierze bazujemy na tym, co nam ludzie dostarczą już w formie gotowej do obrobienia. Tekstów ręcznych już przepisywać nie trzeba, chyba tylko ogłoszenia.

Na pewno mamy też dwie daty, które nam jeszcze pozwolą zaistnieć na rynku, czyli przyszłoroczne wybory parlamentarne i za trzy lata wybory samorządowe. Co jest, nie ukrywajmy, okresem żniw dla takich gazet jak my, a co wynika z bardzo prostej przyczyny: nasz target to głównie ludzie po pięćdziesiątce. Owszem, korzystają z nowych mediów, ale są jednak przyzwyczajeni również do tego, żeby mieć fizycznie gazetę, którą można wziąć, przejrzeć, odłożyć i później sobie np. w weekend dokładnie przeczytać. Na nasze szczęście reklamodawcy również wiedzą, jak to działa, i jeśli ich target pokrywa się z naszym, chętnie również się w naszej gazecie ogłaszają, bo to jest dla nich jedna z form praktycznego dotarcia do potencjalnego klienta. No i biznes się kręci. Nieduży, ale zawsze. 


 


 

rozmawiał AlKo

 

 

 


 


 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: MS Treść komentarza: #muremzamirkiem Data dodania komentarza: 18.12.2025, 09:10 Źródło komentarza: OKO 24/554 Autor komentarza: multi Treść komentarza: Pan Drapała jest autorem powyzszego artykułu? :) Data dodania komentarza: 24.11.2025, 11:39 Źródło komentarza: MAGNUSZEW. KONIEC CYRKU ? Autor komentarza: MB Treść komentarza: Świetna sprawa! W tych figurkach jest nie tylko kunszt modelarski, ale też duża wiedza z zakresu munduroznawstwa. Gratuluję Autorowi wystawy i Kuratorowi. Właśnie w taki sposób można zainteresować młodzież wojskowością. Data dodania komentarza: 2.08.2025, 10:34 Źródło komentarza: Zaczęło się od „kioskowców”. Rozmowa z Ireneuszem Piecykiem (wersja pełna) + relacja z wernisażu Autor komentarza: anonim Treść komentarza: NO to ciekawe Data dodania komentarza: 4.03.2025, 21:53 Źródło komentarza: GRABÓW NAD PILICĄ: SZKOŁA NIEWESOŁA I RADA NIERADA Autor komentarza: Zdzisław S. Treść komentarza: Czy możecie wydrukować dokładną recepturę okowity z buraków. Jestem zainteresowany starymi smakami , chciałbym odtworzyć taką wódkę . Mogła by być atrakcją Kozienic jako np. Rychtterówka . Pozdrowienia dla pana Marka i całej Redakcji .Czekam na przepis w następnym numerze . Data dodania komentarza: 15.05.2024, 12:58 Źródło komentarza: OKO 9/515 Autor komentarza: Emerytka Treść komentarza: Radni Pionek słusznie obniżyli burmistrzowi Kowalczykowi wynagrodzenie ponieważ niszczyl miasto i dalej to robi. Wystarczy przejechać się po mieście i zobaczyc- dziurawe ulice, miasto brudne, alejka przy ul.JPII w parku trzy lata i beznadziejna i na Błoniach dwa lata i już dziury, wydawał pieniądze podatników na rzeczy zbędne a ważne sprawy ominął, nadzatrudnienie w urzędzie miasta, umarzał podatki koleżkom a od mieszkancow chciał jak najwiekszych podwyżek. Po prostu zniszczył nas mieszkańców i już dawno należało mu obniżyć wynagrodzenie a nie dopiero teraz. Gdyby miał odrobinę honoru to sam powinien odejść. Ale takie osoby nie mają go za grosz tylko dalej są pasożytami. BRAWO RADNI!!!!!! Data dodania komentarza: 9.02.2024, 01:43 Źródło komentarza: OKO 3/509
Reklama
Reklama
Reklama