Z notatnika młodego stażysty - część 3

  • 08.11.2019, 14:49
  • Albert Kopański
Z notatnika młodego stażysty - część 3
Ciesząc się ze sporej - jak dochodzą nas słuchy - popularność naszego cyklu, zamieszczamy poniżej jego trzecia część. Kolejne będą pojawiać się sukcesywnie, po ukazaniu się na łamach OKA :)

Wszystkie opisane poniżej zdarzenia i sytuacje miały miejsce w jednej z placówek ochrony zdrowia na terenie powiatu kozienickiego w nieodległej przeszłości, acz jeszcze za rządów poprzedniej dyrekcji, opisane są zaś z subiektywnej perspektywy stażysty, zatrudnionego na stanowisku pracownika gospodarczego. Autor nie twierdzi, że przedstawiony stan rzeczy jest obecnie aktualny i adekwatny do rzeczywistości, takie jest też stanowisko redakcji.

 

Część 3

 

BHP

 

Zasady BHP to przy pracy z odpadami medycznymi podstawa. Worków dotykać można jedynie w rękawiczkach. Tych jednak w żadnym razie nie wolno nosić chodząc po szpitalu, wobec czego prawidłowa procedura wymagałaby podprowadzenia wózka na miejsce, założenia rękawiczek, załadowania wózka, zdjęcia rękawiczek, przemieszczenia się do kolejnego punktu odbioru, założenia rękawiczek… Dość powiedzieć, że rękawiczki są jednorazowe i jak wszystko w jednostce ściśle reglamentowane, by jasne było, że teoria musi tu ustąpić praktyce. A w razie czego - stażysta z definicji przecież dopiero się uczy.

 

Podobnie jest zresztą z zawartością wózka. Szpitalne odpady to przecież nie tylko te medyczne, ale i zwykłe śmieci, tekturowe pudła, worki z plastikowymi butelkami, pojemniki po lekach… w teorii dobrze by było, by odpady medyczne zawsze wożone były osobno. W praktyce wygrywa logistyka i wygoda – pamiętacie Państwo ustęp o windach?. A że do zwykłego śmietnika trafiają potem czasem worki ubabrane krwią i innymi wydzielinami? Bywa. Na obronę placówki należy przytoczyć, że z czasem wszystko zaczęło zmieniać się na lepsze, pojawił się drugi wózek przeznaczony tylko do wożenia makulatury i butelek, potem być może rozdzielone zostały w transporcie i pozostałe odpady, tego nie wiem. Byłby to miły gest wobec osób zajmujących się potem przetwarzaniem tych „innych” śmieci, formalnie rzecz biorąc niestanowiących zagrożenia biologicznego.

 

Sanepid

 

Crème de la crème. Wizyty Sanepidu, podobnie jak komisji związanej z ISO to wspaniały pokaz mobilizacji personelu i zarazem demonstracja nowego poziomu dynamiki dowodzenia. Czy stażysta potrzebuje identyfikatora? Przez pierwsze trzy miesiące nie, potem potrzebuje go od zawsze i na wczoraj. Zeszyt kreatywnego notowania temperatur wędruje do sprawdzenia (i uzupełnienia), na stanowisku pracy pojawia się środki czystości. Co do tych ostatnich, stażysta zostaje pouczony: skoro przez trzy miesiące wystarczał mu mop sztuk jeden i możliwość płukania go zimną wodą z węża, szczęście z posiadania nie dwóch, ale od razu aż sześciu egzemplarzy winno go olśnić, wobec czego kwestionowanie polecenia „te 3 są do użytku, te 3 mają LEŻEĆ” byłoby czarną niewdzięcznością. Tym bardziej, że darom towarzyszy prawo, a nawet nakaz regularnego oddawania ich do prania w szpitalnej pralni. A co powiecie Państwo na najprawdziwsze papierowe ręczniki? Tu polecenie służbowe studzi nasz (bo jest nas już teraz dwóch, o czym z czasem opowiem) entuzjazm:

 

- Macie chłopaki, tylko z tym nie szalejcie. Żeby w razie czego BYŁY.

 

Rozumiemy zatem, że otrzymane przez nas dwie rolki mają przede wszystkim podnosić morale, inspirować i pełnić funkcję dekoracyjną.

 

W Dzień Sądu Sanepid niby był zapowiedziany, a jednak zaskakuje: wychodzą nagle zza rogu, gdy przed pomieszczeniem dawno wygasłego spalacza myję swój wózek po pierwszej tego dnia rundzie.

 

_ A pan co tu robi?

- A ja ja myję sobie wózek.

 

Odpowiadając czuję się dość pewnie, ponieważ myję pojazd prawidłowo, z użyciem stosownych środków odkażających (tych akurat nigdy nie brakło), mam też na podorędziu prawidłowo uzupełniony zeszyt, w którym tego rodzaju mycia należy odnotowywać.

 

- A dlaczego pan jest tak ubrany?

 

Trochę mnie to dezorientuje, bo wydaje mi się , że jestem ubrany normalnie, po czym dociera do mnie, że problem polega właśnie na tym, że jestem ubrany normalnie. Wraca do mnie reminiscencja z pierwszego dnia stażu i otrzymanego podczas szkolenia BHP zapewnienia, że fartuch nie będzie mi potrzebny. Zgadnijcie, co dostanę jeszcze tego dnia? Choć „dostanę” to chyba za dużo powiedziane, ponieważ w zasadzie dostaję jedynie polecenie, by jakieś fartuchy, sztuk dwa, sobie znaleźć.

 

Tymczasem jednak kierujący komisją rozgląda się po moim spalaczu, pyta o ważenie odpadów, zamrażarkę… na razie wszystko jest OK. Chce jednak zobaczyć również naszą niechłodzącą niczego chłodnię i tu wiem już, że może być słabo. Chłopaki z firmy odbierającej mają akurat dziś przyjechać, ale póki co worki piętrzą się chwiejnie pod sam sufit. Co więcej – pech – gdy inspektor zagląda do pomieszczenia, akurat na wprost jego twarzy znajduje się kompletnie nieprzepisowy, zwykły czarny worek na śmieci, którego żadną miarą nie powinno tam być. W dodatku dziurawy, malowniczo dyndają sobie z niego jakieś cewniki czy coś w tym rodzaju. Gdy inspektor żąda ustalenie jego pochodzenia, jest to niewykonalne, ponieważ opis znajdował się zapewne na kawałku szpitalnego plastra, który gdzieś odpadł, co stanowi kolejne wykroczenie. A skąd w ogóle taka czarna owca, niejedyna zresztą, bo czujne oko inspektora namierza zaraz kolejne, we wszystkich możliwych kolorach? Cóż, reglamentacja materiałów i przewidywanie zapotrzebowania sobie, a faktyczne potrzeby sobie. Żaden oddział nie jest w stanie zaprzestać produkcji odpadów medycznych tylko dlatego, że akurat nie ma na nie właściwych opakowań. Gdyby szukać przyczyny obecności tego niefortunnego obiektu w tym czasie i miejscu, należało zapewne przejść całą hierarchię odpowiedzialności od samiuśkiego dołu (to chyba ja) do góry, a i tak nie przyniosłoby to raczej sensownych rezultatów, poza ogólną konkluzją, że winny jest system. Tymczasem jednak inspekcja spisze, co jej się nie podobało, przedstawi zalecenia i przyjedzie wkrótce znów, by sprawdzić, jak są wdrażane.

 

SPOJLER: obok spalacza i naszej niechłodzącej chłodni, stoi kontener-chłodnia, należący do szpitala, ale wynajmowany aktualnie firmie odbierającej odpady. W dniu kolejnej wizyty Sanepidu przerzucimy do niego z kolegą o 7 rano w 20 minut jakieś 5 ton odpadów, co prawdopodobnie stanowi jakiś rekord. Kontener ma bowiem tę zaletę, że choć również niczego nie chłodzi, pozostaje w dyspozycji firmy zewnętrznej i jako taki nie może być przez kontrolujący szpital Sanepid nawiedzony.

 

Ja tymczasem będę teraz wyglądał nader poważnie w prawdziwym fartuchu, z prawdziwym identyfikatorem, mogąc wreszcie korzystać ze szpitalnej pralni i swobodnie władać aż połową przydzielonych mi mopów.

 

Stażysta

Albert Kopański

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe