ŻYCIE JAKO MULTISTYLOWA UNDERKADABRA (wywiad z Łukaszem Różyckim)

  • 06.11.2020, 09:36 (aktualizacja 06.11.2020, 09:50)
  • Albert Kopański
ŻYCIE JAKO MULTISTYLOWA UNDERKADABRA (wywiad z Łukaszem Różyckim)
Łukasza Różyckiego, szerzej znanego ostatnimi czasy pod kryptonimem Kudłaty Sound System nikomu chyba, a już na pewno czytelnikom OKA, przedstawiać nie trzeba. A jeśli trzeba, powiemy tylko tyle, że to piekielnie uzdolniony kozienicki muzyk, gitarzysta, raper, tekściarz, beatboxer, konferansjer, didżej, mistrz strun głosowych, nylonowych i stalowych, a także konsoli, looperów i bajerów... wystarczy na początek?

Tygodnik OKO: Zanim zapytam o Twoją twórczość i jej początki: jak pamiętasz tamte “Muzyczne Kozienice”? Jak się wtedy grało, gdzie?

Kudłaty:  Brudno i głośno. Grało się punk, reggae, poezję śpiewaną… wszystko na raz i jeszcze więcej. Grało się wszędzie, gdzie tylko można było pojawić się z gitarą czy jakimiś bębenkami. Nad jeziorem, w parku, na każdej domówce, w Domu Kultury, przed Domem Kultury i za Domem Kultury…

Jeśli chodzi o takie granie poważniejsze, już zespołowe czy w każdym razie lepiej zorganizowane, to najpierw była moja działka, gdzie stała perkusja i z początku klasyczne gitary, potem garaże za PKS-ami na Energetyku, gdzie graliśmy już jako Stalowa Gęś. Sztuku  na basie i wokalu, Skwarek na gitarze elektrycznej, Reku na drugiej gitarze i ja na garach... 

OKO: Czyli, można powiedzieć, skład, z którego ewoluowały później inne  kozienickie składy?

Kudłaty: Taak, a potem jeszcze Mateusz Madej, drugi wokal, graliśmy razem jeden numer Korna, robił tam takie ADUMRRAKTIMRRAKKADUM [nasz próba transkrypcji wydanego przez Kudłatego odgłosu paszczą]. Dalej na pewno French Letters, potem gdy już się przeprowadziłem, potem… czekaj, my przecież też razem graliśmy? Ja na garach,  ty na gitarze, Sivy na wokalu…

Tygodnik OKO: Tak było, ale w sumie nic z tego nie wyszło i skończyło się na przygotowaniach do jednego koncertu, którego zresztą nie zagraliśmy... A kiedy wyszło? Kiedy pierwszy raz się udało i stanąłeś na scenie?

Kudłaty: Pierwszy oficjalny koncert zagrałem na San Lo Remo w takim oto składzie typu big band dwuosobowy: ja i Gosia Kowalik. Na ten występ przygotowaliśmy aż jeden utwór, “Zegarmistrza Światła”, i teraz najlepsze jest to, że ja wtedy dopiero łapałem jakieś pierwsze akordy, ale bardzo chciałem wystąpić, wszystko jedno gdzie, więc.. kilka prób u Gosi w pokoju i zapisujemy się na San Lo Remo. No i na miejscu okazuje się, że w sumie nie mam gitary, w sensie takiej, którą można by do czegoś podpiąć, żeby nie sprzęgało i buczało. Jakiś zespół poczęstował mnie swoją - elektryczną. Nawet nie wiedziałem jaK ją założyć, więc zamiast normalnie, to powiesiłem ją sobie na szyi, jak ten osiołek. Znałem tylko otwarte akordy, broń Boże żadnego tłumienia… czyli wiesz, jak to brzmiało na elektryku, z harcerskim biciem i na odpalonymi przesterze. Ja zagrałem swoje, Gosia swoje, każde zrobiło chyba co innego, zeszliśmy ze sceny.... i poszliśmy.

OKO: Piękna historia. 

Kudłaty: Pewnie, wszyscy klepali nas po plecach. Tak pocieszająco raczej. 

OKO: No dobra, Stalowa Gęś to już  był zespół taki prawdziwy?

Kudłaty: Tak, graliśmy tu sporo fajnych coverów, nawet "Makumbę” i punk rockową wersję “Roty”, ale też już jakieś autorskie utwory. No, popełniliśmy dużo błędów. Sztuku pisał fajne teksty [w tym momencie Łukasz - z pamięci -! zapoznał mnie z tekstem piosenki o wdzięcznym tytule “Nieumarli”]. 

OKO: Grubo. Nagraliście coś kiedykolwiek, zostały z tamtych czasów jakieś artefakty? 

Kudłaty: Jak dobrze poszukasz, to jest chyba gdzieś na YT nagranie z Domu Kultury, chociaż w fatalnej jakości. 

OKO: W ogóle, wybiegając w przyszłość: nagrałeś coś jako Ty, można Cię posłuchać z jakiegoś, że tak powiem, krążka?

Kudłaty: Nagrałem jedną płytę sobie do tej pory, dużo rzeczy mam zaczętych, część skończyła jako numery stricte koncertowe, część wyszła jako jakieś singielki. Fizycznej płyty nie ma no i w najbliższym czasie nie będzie, bo teraz to nie ma totalnie sensu. Troszeczkę trzeba się teraz zająć innymi rzeczami w związku z tym COVIDEM, bo od kilku dobrych lat żyję wyłącznie z muzyki..

OKO: Poważnie? 

Kudłaty: No tak, od około 6 lat. Z samego bycia wokalistą, raperem czy beatboxerem wyżyć jest bardzo trudno, więc musiałem połączyć wiele rzeczy ze sobą, czyli beatbox, rap, wokal, gitarę, didżejkę, loopery, konferansjerkę, prowadzenie warsztatów, organizowanie imprez integracyjnych. Jeżeli chciałbyś zrobić sobie czy komuś wieczór kawalerski w Arabii Saudyjskiej z didżejem - to ja Ci to zrobię. Stary, prowadziłem nawet jako konferansjer parafialny festyn rodzinny  - i wyszło megafajnie!

OKO: Dobrze wiedzieć, że radzisz sobie nie tylko artystycznie ale i biznesowo! No dobra, co dalej? Przychodzi ten moment, że wyjechałeś z Kozienic… i co, wsiąkłeś  w jakieś beatboxy, elektroniki i rapsy?

Kudłaty: Nieee, to było już wcześniej. Najpierw pojechałem do Rzeszowa, tam studiowałem i pracowałem w różnych klubach i barach jako barman. W międzyczasie próbowałem grać albo na imprezach z gitarą  wśród znajomych, albo załatwiać sobie jakieś koncerty. Czasami za darmo, czasami za jakieś pieniądze. Różnie bywało, ale obiecałem sobie, że będę szukał po największych możliwych spelunach, bo tam prawdopodobnie będzie najgorsza publiczność i tylko tam może mnie ktoś chcieć wziąć - bez doświadczenia, nieznanego ziomka z ulicy. Wiedziałem, że pewnie nie będzie nagłośnienia, mikrofonu, że ludzie będą pewnie się drzeć i mi ubliżać… i wszystko było tak, jak sobie założyłem. Ale wiedziałem też, że jak sobie  z nimi poradzę, to już nie będę miał problemu nigdzie. Wiesz, chodzi o publikę pod tytułem “A Wehikuł Czasu znasz?” - “Nie” - “To na ch** ci ta gitara???”

OKO: Złoto! OK, czyli grasz w spelunach, jeszcze z gitarą…

Kudłaty: Tak, w międzyczasie parę konkursów poezji śpiewanej, jakieś tam miejsca zajmowałem… A, i jeszcze karaoke prowadziłem w klubie Indeks, do tej pory lubię. Zacząłem też studia zaoczne w Lublinie i tam też gdzieniegdzie sobie pogrywałem. Potem Warszawa, szkoła muzyczna. Tam trafiłem na ziomków z kozienic - Virusa i ekipę Będzie Się Działo. Znaliśmy się wcześniej w Kozienicach z robienia muzy, tyle że innej. Ja coś około punk rock/metal/reggae, oni rapsy. Wtedy nie wpadliśmy na to, żeby zrobić coś razem - a tam, po latach, poszło. Na jakąś domóweczkę wziąłem gitarę, potem looper, coś zaczęliśmy razem kombinować...  Potem już koncerty. Poznałem lepiej rap, poznałem beatbox, podłapałem od chłopaków podstawy. Poznałem też mojego serdecznego przyjaciela Maurycego, który stał się moim mentorem w kierunku didżejki i nawijki scenicznej, freestajlu i łączenia tego z beatboxem, taką rozśpiewaną stroną rapu. Maurycy połączył mi to, co robiłem wcześniej,  z tym, co robiłem aktualnie i powstało to, co jest teraz.  

Dzięki Maurycemu zacząłem jeździć po większej ilości klubów, w różnych zakątkach Polski. W pewnym momencie zaczĘło się rozkręcać bardziej, łącznie z trasĄ koncertową po Szwajcarii. Graliśmy koncerty z takimi undergroundowymi ekipami. Wcześniej ich słuchałem, - a tu nagle stoimy na tych samych deskach. Coś wspaniałego. Wcześniej zacząłem też jeździć na warsztaty - była np. Muzyczna Owczarnia… a jak już tam w góry pojechałem, to się przeprowadziłem. A potem…

OKO: ...a potem to ja Cię widzę na youtubie z Pilichowskim i Borysewiczem, ze Złymi Psami. jak gdyby nigdy nic - grasz z legendami! 

...ale to już inna odsłona tej samej historii, z premedytacją urywamy w najciekawszym miejscu - po więcej zapraszamy wkrótce na stronę Muzyczne Kozienice!


[Z Łukaszem Różyckim rozmawiał i rozmowę potem dla dobra wszystkich pieczołowicie pod względem obyczajowym, lingwistycznym i metafizycznym cenzurował  AlKo]

 

ZAPRASZAMY SRDECZNIE NA SOBOTNI KONCERT ONLINE/SET DIDŻEJSKI ŁUKASZA,SZCZEGÓŁY NA PLAKACIE!

Albert Kopański

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe