DLA SIEBIE, DLA RÓWIEŚNIKÓW, DLA WSZYSTKICH

  • 22.04.2022, 12:33 (aktualizacja 25.04.2022, 15:22)
  • Albert Kopański
DLA SIEBIE, DLA RÓWIEŚNIKÓW, DLA WSZYSTKICH Fot. z archiwum stowarzyszenia "Plecionka"
Numer 8/2022 rozpoczęliśmy akcentem optymistycznym, a mianowicie żywym, dobitnym i elokwentnym dowodem na to, że ta dzisiejsza młodzież, o której wzmianki tradycja nakazuje poprzedzać fatalistycznym westchnieniem, nie tylko chce i potrafi oderwać się od Internetu, ale także ma chęci, siły i zdolności, by zrobić coś dobrego zarówno dla siebie i swoich rówieśników, jak i dla całej lokalnej społeczności. O działalności magnuszewskiego stowarzyszenia “Plecionka”rozmawialiśmy z jej prezesem, Andrzejem Romanowskim oraz jego młodymi współpracownikami, Julią Krześniak i Szymonem Witkowskim. Zapraszamy do lektury!

Tygodnik OKO:  Co Wam, młodym ludziom, strzeliło do głowy, by w dobie, gdy ludzie zrzeszają się już tylko w grupach na Facebooku, założyć prawdziwe stowarzyszenie - i to w dodatku z ofertą skierowaną do młodzieży?

 

Andrzej Romanowski, prezes stowarzyszenia “Plecionka”: Stowarzyszenie powstało 7 lat temu, 7 kwietnia mieliśmy akurat rocznicę. Wtedy skład członkowski był zupełnie inny, byli ludzie starsi i młodzież, ja sam zostałem prezesem mając 22 lata. Obecna tutaj młodzież dołączyła dopiero 2 lata temu, ale prężnie działają i widać ich potencjał. A co nam wtedy do głowy strzeliło? Osobiste doświadczenia, bo w takich małych miejscowościach jak Magnuszew za dużo się nie działo, a jeśli już, to nie takie atrakcje, w których młodzież chciałaby brać udział. Chcieliśmy więc zrobić coś dla siebie, dla swoich rówieśników, a później to się przerodziło w kolejne idee, bo zakładając stowarzyszenie wszyscy stwierdziliśmy, że chcemy, mówiąc górnolotnie, zmienić mentalność społeczeństwa w gminie Magnuszew i pokazać, że jednak młodzież też może coś fajnego zrobić. Ja zresztą osobiście pracowałem jako wolontariusz w Akademii Przyszłości w Kielcach, byłem tutorem, czyli pomagałem jednemu dziecku w nauce i widząc efekty,  pomyślałem, że mógłbym coś podobnego robić u siebie. Zaraz po założeniu stowarzyszenia zrealizowaliśmy fajny projekt CELUJ W 100%, który polegał na przygotowywaniu  młodzieży do egzaminów z matematyki, jeszcze wtedy gimnazjalnych. To były grupy po 20-30 osób, którym pomagaliśmy, wyjaśnialiśmy ze znajomą nauczycielką kwestie co bardziej zawiłe.

 

OKO: To w kwestii nauki szkolnej, ale robiliście też rzeczy bardziej nietuzinkowe?

 

A.R.: Tak. Dostrzegliśmy potrzebę, na podstawie własnych doświadczeń przy przechodzeniu z małych miejscowości do nauki czy pracy w dużych miastach, kiedy trzeba było się na bieżąco  wszystkiego uczyć, potrzebę nauczenia młodzieży z małych miejscowości nawet tak podstawowych rzeczy, jak zakup biletu do metra czy zapisanie się na wizytę do lekarza. Niby każdy to potrafi, ale w praktyce widzimy, że młodzież ze wsi, która nigdy nie miała okazji ani potrzeby załatwiać takich spraw samodzielnie, raczej sobie z tym nie radzi i jest to dla niej co najmniej dyskomfort. Chodziło nam o to, żeby młodzież ośmielić, podbudować, pokazać jej, że są inne możliwości, żeby była bardziej otwarta i z odwagą wkraczała do tych dużych miast. Jest to jednocześnie temat przewodni naszego nowego projektu, który znalazł się w finałowym etapie inkubatora pomysłów organizowanego przez Fundację Stocznia. Trzymamy kciuki za to by projekt mógł być realizowany, gdyż zaplanowane w nim działania i produkt, jaki z niego mógłby powstać, w dużej mierze rozwiązałby wiele trudności młodych ludzi z małych miejscowości wkraczających do miast.

 

OKO: A to chyba ważne, bo szczerze mówiąc nigdy chyba nie słyszałem, żeby ktoś mówił o tym właśnie problemie.

 

Szymon Witkowski: Andrzej reprezentuje trochę starsze pokolenie, więc może ja opowiem z punktu widzenia mojego. Gdy przeniosłem się do szkoły tu, do Kozienic, to dla mnie było pewnym problemem to, że trzeba kupić bilet, ogarnąć autobusy, jakoś to wszystko sobie zorganizować, a teraz, gdy jestem już pełnoletni i dochodzą jeszcze takie rzeczy niby proste, jak właśnie umówienie się do lekarza, no to jednak to jest stresujące i gdy młodzież  nie wie, jak się takie rzeczy załatwia, bo tak naprawdę zawsze ktoś robił to za nich, no to może być problem i dlatego ważne jest, żeby ich do tego stopniowo wprowadzać.

 

OKO: Jak właściwie wygląda Wasz zasięg czy też region działania?

 

A.R.:  Zasadniczo gmina Magnuszew, ale zdarzało nam się organizować działania także gdzieś dalej, np. w Jasieńcu w 2016. Wyjeżdżamy też na różne szkolenia i spotkania organizacji pozarządowych, młodzież uczestniczyła w Szkole Liderów Młodzieżowych…

 

OKO: No właśnie: z tego co widać na Waszym FB włączacie się w wiele ogólnopolskich projektów. Niby każdy może to zrobić, bo cała oferta ze strony rożnych organizacji jest dostępna w internecie, ale mimo wszystko mało kto po to sięga. Potrzebny jest jakiś łącznik, ktoś, kto zaszczepi te dobre pomysły na gruncie lokalnym, wciągnie w to ludzi w realu. O to Wam chodzi?

 

A.R.:  Wciągamy, a przynajmniej próbujemy. Często z początku ludzie nie wiedzą o co chodzi, później część osób się przekonuje i jest przychylna, a część, która nie rozumie, jest nastawiona negatywnie i nawet te działania blokuje…

 

OKO: Czemu?

 

A.R.:  Trudno powiedzieć. Każdy ma swoje doświadczenia i patrzy przez ich filtr. My w każdym razie skupiamy się na pozytywach.

 

OKO: Pozytywy zatem: Droga Młodzieży, co Was skłoniło, żeby dołączyć do stowarzyszenia?

 

Szymon: Ja dołączyłem dwa lata temu. Wziąłem udział w projekcie  ALBUM TYSIĄCA I JEDNEJ PODRÓŻY, uczyłem się w nim tego, o czym wcześniej mówiłem, czyli takiego lekkiego wchodzenia w dorosłość, i po tych doświadczeniach stwierdziłem, że taka działalność społeczna to jest coś… świetnego (śmiech)  i chciałbym robić coś w tym kierunku dalej.  Andrzej też trochę mnie namówił, żebym dołączył do stowarzyszenia gdy będę mógł - bo jest tam próg wiekowy, dołączyć można od 16 lat za zgodą rodziców - i tak właśnie się stało. Julka jest ode mnie o rok starsza i dołączyła wcześniej.

 

Julia: U mnie również zaczęło się od tego samego projektu. Andrzej jeździł po szkołach z terenu naszej gminy i zachęcał, żeby wziąć w nim udział, przekonując, że będą tam różne ciekawe akcje, spotkania, wyjazdy, że będziemy uczyć się fajnych rzeczy… i to mnie zachęciło, a przy okazji kilka osób także do tego projektu wciągnęłam. Gdy już byliśmy w połowie, czy nawet bardziej pod koniec, pojawiła się dla możliwość mojego dołączenia do stowarzyszenia. Wiedziałam już wtedy jak to wygląda i pomyślałam, że tak, chcę robić takie rzeczy, stąd moja obecność w stowarzyszeniu.

 

 OKO: I co, okazało się to tak ciekawe, jak wyglądało?

 

Szymon i Julia chórem: TAK!

 

 OKO: Które z działań, jakie prowadziliście, uważacie za największy sukces?

 

A.R.: Dla całej organizacji wielkim sukcesem było na pewno nasze pojawienie się w publikacji “Koncepcja Smart Villages. Przykłady z Polski” jako jeden z dziesięciu przykładów wybranych z całej Polski. Gmina Magnuszew pojawiła się tam jako przekład, model tego, jak ta koncepcja może działać w praktyce. Do tej publikacji zgłoszony był projekt, który robiliśmy w 2016 roku i po tych kilku latach został wybrany jako ten właśnie pokazowy do publikacji. Przyjechał pan Łukasz Komorowski z Państwowej Akademii Nauk, żeby zrobić z nami wywiad i zobaczyć jak te działania faktycznie wyglądają w takim lokalnym, małym środowisku.  Mam zresztą przy sobie tę książkę…

 

[tu następuje krótki przerywnik, ponieważ książka okazała się prezentem dla naszej redakcji, odbyć się zatem musiały pewne ceremonie. Przejrzeliśmy, zbadaliśmy - i tak, członkowie Plecionki nie oszukiwali: na stronie 53 znajdujemy notkę o Gminie Magnuszew, logo Plecionki i informacje na temat przeprowadzonych działań oraz dokumentujące je fotografie.]

 

 OKO: Jak Wam się współpracuje z samorządami?

A.R.:  Bywało różnie. Dużo zależy od okresu. Obecnie współpracujemy z Urzędem miny Magnuszew  w zakresie pomocy uchodźcom i staramy się wychodzić z propozycjami współpracy także na innych polach. W tym roku już z Urzędu Gminy coraz częściej przychodzą do nas maile o szkoleniach, konkursach czy grantach, więc ta współpraca zaczyna układać się coraz lepiej.

 

 OKO: Gęsto u Was od projektów. Jak znajdujecie na nie czas?

 

Szymon: Nie zawsze jest łatwo, ale to są ciekawe rzeczy, tym bardziej, że w czasie pomiędzy projektami to też nie jest tak, że my tylko siedzimy i czekamy na następny, bo zawsze coś się dzieje. Organizowaliśmy Noce Planszówek, Noce Filmowe… Czas wygospodarować nie jest jednak aż tak trudno, tym bardziej, że robimy to coraz sprawniej, pisanie projektów zajmuje nam coraz mniej czasu.

 

A.R.:  Mamy taką metodę, taki styl pracy, że zawsze jeden doświadczony członek stowarzyszenia współpracuje z grupą młodzieży, żeby napisac sensowny projekt, który potem ta młodzież będzie realizować. 

 

OKO: Dla jasności: ta “grupa młodzieży “ to nie są członkowie stowarzyszenia?

 

A.R.: Nie, to są nasi młodsi koledzy. Przyjeżdżają na spotkania, na których mówią o swoich pomysłach, o tym, czym się interesują, co chcieliby zrobić… i potem siadamy i piszemy dany projekt  na bazie tego, co usłyszeliśmy. Dla mnie taki wniosek to już nie jest wyzwanie, bo trochę tego w życiu przerobiłem, ale gdy taki młody człowiek siada na przykład  przed pytaniem  o zamierzone efekty projektu, to ma tutaj sporo do przyswojenia, czym te “efekty” są i jak je ubrać w słowa. U nas już 13-, 14-latkowie wchodzą w takie zagadnienia i to jest fajne, bo widzimy, że to procentuje. Pierwsze osoby, które pisały u nas takie wnioski, mają już 21-22 lata i widzimy teraz też po ich działalności powiedzmy zawodowej, że oni są bardziej otwarci na wyzwania, energiczni, nie mają problemów z komunikacją. Mieliśmy też taką sytuację, że gdy wprowadzano Fundusz Sołecki, dostaliśmy ze strony samorządowców prośbę, żeby zorganizować dotyczące tego  szkolenie. Udało się bardzo dobrze, bo czegokolwiek się podejmujemy, staramy się to zrealizować w 100%.

 

OKO: A Wy, młodzieży? Jak Was to doświadczenie uczestnictwa w “Plecionce” zmieniło?

 

Julia: Ja wcześniej bałam się np. zadzwonić gdziekolwiek, umówić do lekarza, załatwić autobus dla grupy… Teraz przychodzi mi to z łatwością. Krótko przed osiemnastką poszłam do pracy, z własnej inicjatywy i sama przy tym wszystko załatwiłam - badania, rozmowa kwalifikacyjna, formalności… Troszeczkę się bałam, ale to, że jestem w tym projekcie i i stowarzyszeniu jakoś mnie podbudowało i poprawiło moje samopoczucie i pewność siebie.

 

Szymon: Nauczyłem się organizacji działań grupy. Zauważam, że gdy mamy w klasie jakieś działania wymagające współpracy i potrzebny jest ktoś, kto będzie to koordynował, przejmie troszeczkę ster, to ja dość łatwo wchodzę w tę rolę, bo już wiem jak to robić.

 

OKO: Wygląda na to, że jesteście żywymi modelem tego, o co w Waszej działalności chodzi!

 

A.R.: Często ta działalność wiąże się z tym, że owszem, dajemy wiele od siebie, ale też coś z tego dla siebie bierzemy. Ostatnio mieliśmy na przykład sytuację, gdy 7-letnia dziewczynka z Ukrainy, Sofia, która dostała od nas podarunek.. no to ten uśmiech, oczy, wyraz twarzy, to jest sytuacja, gdy nie trzeba już nic więcej mówić, to jest podziękowanie, które nie wymaga już słów.

 

OKO: Właśnie: od początku wojny w Ukrainie pomagać uchodźcom..

 

A.R.: Tak. Gdy tylko się zaczęło, dzięki moim kontaktom ze Szkoły Liderów porozumiałem się z koleżanką, która prowadziła punkt pomocowy w Hrubieszowie na granicy i powiedziała mi, że jest już tam mnóstwo uchodźców i gdybyśmy mieli jakiegokolwiek potrzebne artykuły, to ona chętnie to przyjmie i rozdysponuje. Więc pojechaliśmy  - 3 dni po wybuchu wojny byliśmy już  na granicy. Na miejscu - duży chaos, to był dopiero początek i wszystko dopiero było organizowane, ale już działało. Od razu po powrocie nawiązaliśmy współpracę z Urzędem Gminy, było też kilka rozmów z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej, na bieżąco uczyliśmy się, jak to powinno przebiegać - ale mieliśmy swój kapitał doświadczenia i byliśmy już zorganizowani, mieliśmy swoją sieć.

 

Szymon: Zawsze jakoś szybko się organizujemy.

 

A.R.: Wystarczy nam pomysł, 10 minut rozmowy, dopracowanie jakichś tam szczegółów i już jesteśmy w stanie zrobić jakąś fajną akcję. W 1 dzień jesteśmy w stanie przygotować wydarzenie.

 

OKO: Myślicie, że udało Wam się zmienić na lepsze miejsce, w którym żyjecie?

 

Szymon: Moim zdaniem tak. Z zewnątrz wszystko wygląda podobnie, ale młodzież jest już inna. Wiedzą, co można ciekawego robić, że nie muszą siedzieć tylko w domu,  wiedzą jak zabrać się np. do organizacji jakiegoś większego wyjazdu, są bardziej pewni siebie.  Ja na przykład jestem dumny z tego, że ta młodzież ma teraz w sobie aż taką pewność siebie, bo to dość ważne.

 

Julia: Wiedzą, że jak wpadnie im jaki pomysł do głowy, to mogą się do nas odezwać i po dopracowaniu można będzie go zrealizować.

 

 

Rozmawiał AlKo

 

 

 

Albert Kopański

Zdjęcia (4)

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe