SZEMRANY RAJ cz.8

  • 08.12.2017, 22:30 (aktualizacja 08.12.2017, 23:06)
  • Admin admin
SZEMRANY RAJ cz.8
Powieść szkatułkowa – political fiction Rozdział 8, Śledztwo

Rozdział 8,  Śledztwo

   Droga do Radomska zajęła Pyćce niecałe pięćdziesiąt minut spokojnej jazdy samochodem. Zgodnie z wczorajszą umową zjawił się na spotkanie o czasie. Mecenas Kiliński też już dochodził do miejsca spotkania, cukierni „Słodki Uśmiech” przy ulicy Sienkiewicza. Panowie przywitali się, ściskając sobie dłonie jak starzy dobrzy znajomi. Następnie weszli razem do lokalu i zamówili dwie kawy latte oraz dwie porcje szarlotki. Usiedli przy stoliku zajmowanym tradycyjnie przez Kilińskiego, gdy spotykał się z klientami, których reprezentował w pobliskim sądzie okręgowym.

Po wymianie kilku kurtuazyjnych zdań, Kiliński zaczął mówić o swoich najnowszych ustaleniach. Pyćko, co jakiś czas kiwał głową na znak, że rozumie sedno przekazu. Potem Kiliński opowiadał o szczegółach śledztwa prowadzonego przez prokuraturę okręgową w Radomsku. Śledztwa, w ramach którego prokuratura badała transakcje sprzedaży kilkunastu nieruchomości położonych w Jelenicach. Postępowanie prowadzone było w sprawie, a nie przeciwko osobie. Coraz więcej dowodów przemawiało jednak za tym, że doszło do przestępstwa na szkodę właścicieli. Wszystko wskazywało na to, że sprzedający nieruchomości zostali wprowadzeni w błąd i oszukani. A dokładniej, że zbyli notarialnie swoją własność, ale nie otrzymali umówionej zapłaty. Kupującym nieruchomości był Pyćko, więc rewelacje mecenasa totalnie go zaskoczyły i zaniepokoiły. Chwilę później, cały w nerwach, odezwał się:

- Czy to pewne?

- Tak. Wiem to nie tylko z prokuratury – odpowiedział Kiliński i oznajmił:

- Centralne Biuro Śledcze od przeszło miesiąca prowadzi równolegle do śledztwa czynności operacyjne. Ich wyniki trafiają do akt postępowania. Sprawa robi się głośna w pewnych kręgach. To tylko kwestia czasu, kiedy prokuratur postawi zarzuty. Nie ma co liczyć na taryfę ulgową. Na tym etapie nic już nie wskóramy. Trzeba poczekać aż sprawa trafi do sądu.

- Michał, z kim będziesz rozmawiał? Kurwa, trzeba działać! – rzucił gniewnie Pyćko.

- Spokojnie. Paweł, jest kilka możliwości. Ale najwięcej będę mógł zrobić w sądzie – próbował tonować Kiliński.

- Jaaak w sądzie?! – wykrzyknął rozdygotany Pyćko.

- Ciszej! – zareagował Kiliński, po czym zaczął wykładać swoją taktykę postępowania w sprawie.

– Niby referent śledztwa to słabe ogniwo, bo jest prokuratorem delegowanym z prokuratury rejonowej do prokuratury okręgowej. To, czy zostanie w okręgu, czyli awansuje na prestiżowy stołek za wyższe pieniądze, zależy od jego przełożonego, naczelnika wydziału, do którego mam dojście. Niestety, w zaistniałej sytuacji ten kanał odpada, gdyż…

- Ile to będzie kosztowało? Gadaj! – wypalił Pyćko, przerywając mecenasowi w pół zdania.

- Daj mi skończyć. Kasa to nie wszystko. Paweł, spokój. Do cholery! - Kiliński skarcił rozmówcę i kontynuował.

- Jak już mówiłem w sprawie siedzi CBŚ. A to znaczy, że naczelnik palcem nie kiwnie, żeby głupio nie podpaść. Musi mieć czyste ręce. W tej sytuacji prokurator referent ma wolną rękę i podpiera się na całego materiałem dowodowym zbieranym przez centralne biuro…

- No, wspaniale! Nie ma co! Czyli leżymy? – wtrącił rozpaczliwie Pyćko.

- Ani nie leżymy, ani nie siedzimy! Ostatnie słowo w tym względzie należy do niezależnego sądu. I ten niezależny sąd… – Kiliński zawiesił głos na ułamek sekundy, żeby następnie dodać obojętnym tonem - No jasne, Pawełku. Ten sąd umorzy postępowanie lub wyda wyrok uniewinniający. I będzie po sprawie. Ot, co.

- Zaraz! Jakim cudem? Czyli jak to chcesz załatwić Michał?

Kiliński uśmiechnął się wymownie, pokręcił głową, upił nieco kawy i odparł:

- Starym wypróbowanym sposobem. Będziemy krzyczeć: „Łapaj złodzieja”! A wtedy wszystkie dociekliwe oczy funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości skupią się nie na tym jak strony umowy sprzedaży nieruchomości dogadywały się, co do ceny i sposobu płatności, lecz na ocenie strony formalnej dowodów zgromadzonych w postępowaniu przez prokuraturę i CBŚ.

- A tak konkretnie? – dopytywał zdezorientowany i niełapiący kontekstu Pyćko.

- A tak konkretnie, to zakwestionujemy legalność dowodów zebranych przez CBŚ. Że materiał zdobyty niezgodne z prawem, że z pominięciem obowiązujących procedur, że zła kwalifikacja ujawnionych czynów, że zgody na podsłuchy wyłudzono wprowadzając w błąd prokuratora okręgowego i sąd, że to naruszenie praw obywatelskich przez służby nadużywające władzy, i takie tam. Dowody CBŚ-iu upadną. Zostaną tylko zeznania pokrzywdzonych, lecz to tylko słowa przeciwko twoim słowom. Teraz w końcu łapiesz dlaczego lepiej, aby sprawa trafiła na wokandę do sądu?

- A skąd pewność, że sąd to kupi? – spytał ciągle jeszcze spięty Pyćko.

- No widzisz, w końcu sensowne pytanie. Paweł, emocje są złym doradcą – zauważył życzliwie Kiliński i stwierdził:

- A pewność stąd, że z przewodniczącym wydziału karnego sądu, który będzie orzekał w sprawie, byliśmy razem na roku i mieszkaliśmy w akademiku w jednym pokoju przez trzy lata. Od tego czasu pozostajemy w przyjacielskich stosunkach. Hm, …jeszcze jakieś wątpliwości?

- Żadnych. Ulżyło mi – odrzekł z satysfakcją w głosie Pyćko, ale w następnej sekundzie przyszła mu do głowy jeszcze jedna wątpliwość. I natychmiast postanowił podzielił się nią z mecenasem.

- Tylko co tu zrobić, żeby w Jelenicach nie było szumu, gdy prokurator postawi mi zarzuty? Jak to wyjdzie z prokuratury i jelenickie szmatławce to opiszą, to Mleczko się na mnie ostro wkurzy.

- Tajemnica śledztwa. Nikt bez zgody prokuratora prowadzącego postępowanie nie może o tym pisać. Żeby nie było żadnych przecieków porozmawiam z jego przełożonym. Użyję argumentu, że jako przedsiębiorca nie możesz prowadzić interesów bez zaufania. Jeśli dadzą cynk prasie, to ich zaskarżamy, żądając odszkodowania z tytułu utraconych wielomilionowych korzyści. To wystarczy. Ty też nie będziesz o tym trąbił, tak więc nie masz się co przejmować na zapas.

- Ale może jednak powinienem uprzedzić Mleczkę?

- Mleczkę? Tak! Jak chcesz, to mogę być przy tej rozmowie – zaproponował Kiliński.

- To dobry pomysł, w razie pytań z jego strony, wyjaśnisz jak planujemy to rozegrać. Dzięki Michał.

- No widzisz, w końcu zrozumiałeś, że prokurator, pfuj, to znaczy diabeł nie taki straszny, jak go malują – skwitował żartobliwie Kiliński.

  • Jasne, rozumiem. Byłem trochę roztrzęsiony twoimi wieściami. Potrzebowałem czasu, żeby się z tym oswoić. Teraz dotarło do mnie, że jak zawsze trzymasz rękę na pulsie.

 

* * *

 

Wracając z powrotem do Jelenic, Pyćko powtarzał sobie, że jest dobrze. – Mecenas zajmie się wszystkim, załatwi z kim trzeba i będzie po sprawie. Z drugiej strony, pojawił się niepokój, że Mleczko wystraszy się złych wieści i odstawi go na bocznicę. – Bez dwóch zdań! Rozmowa z Mleczką musi odbyć się w obecności Kilińskiego. Tylko on jest wstanie przekonać Tadka, że sprawa karnych zarzutów dla mnie nie ujrzy światła dziennego – mruczał pod nosem Pyćko. Oby tylko nie było przecieków z prokuratury. O moich kłopotach Kurier Jelenic pisałby na okrągło miesiącami. A wtedy o interesie przy Warczewskiej mógłbym tylko pomarzyć. - Nie mogę do tego dopuścić! - przeraził się Pyćko, złapał za komórkę i zatelefonował do Mleczki. Kilka dzwonków i w aparacie pojawił się znajomy głos.

- Cześć Paweł. Z czym dzwonisz?

- Kwadrans temu piłem w Radomsku kawę z Michałem, wiesz tym mecenasem Michałem Kilińskim.

- Jasne, wiem o kim mówisz. I co?

- Nic, tylko żalił mi się, że dawno się z tobą nie widział. To sobie pomyślałem, że może byśmy tak we trzech gdzieś wyskoczyli. Co o ty na to? Michał, to dusza towarzystwa, z nim na pewno nie będziemy się nudzić.

Mleczko w lot załapał, o co chodzi. Przecież Pyćko nie pojechał do Radomska, aby napić się kawy z Kilińskim. A to, że zachwala towarzyskie zalety Michała, którego obaj znają od lat, może oznaczać tylko jedno. Sprawa jest poważna i chcą go w nią wtajemniczyć.

- Dobrze. To przedni pomysł! – powiedział z nieco sztucznym entuzjazmem w głosie Mleczko.

- Świetnie! W najbliższy czwartek znajdziesz czas? – spytał Pyćko.

- Czwartek może być, ale tak dopiero około dwudziestej.

- Niech będzie dwudziesta. Nam pasuje. Dogram szczegóły z Michałem i jeszcze dzisiaj zadzwonię do ciebie. Na razie. Dzięki.

- Dzięki. Do usłyszenia.

Pyćko - zaraz po tym, jak tylko porozumiał się telefonicznie z Kilińskim odnośnie czwartkowego spotkania - próbował dwukrotnie łączyć się z numerem Mleczki. Bezskutecznie. Za każdym razem włączała się poczta, co znaczyło, że Mleczko albo jest na spotkaniu i wyłączył komórkę, albo prowadzi rozmowę przez telefon. – Przekręcę do niego wieczorem. Najprędzej go wtedy złapię pod komórką – postanowił Pyćko.

Kilka kilometrów dalej Pyćko zatrzymał się na stacji, żeby zatankować samochód i napić się ponownie kawy. W istocie liczył na to, że tych parę prostych czynności odgoni myśli, z którymi wciąż się bił. - Czy dobrze robię, że zamierzam powiedzieć Mleczce o tym, iż prokuratura szykuje się do postawienia mi zarzutów. Może lepiej byłoby nie mówić? Po co wywoływać wilka z lasu? – pytał i sam sobie odpowiadał. – Nie, lepiej powiedzieć. To kwestia lojalności. Tadek musi wiedzieć, jakie informacje mogą pojawić się w przestrzeni medialnej w związku z moją osobą. Tym bardziej teraz, gdy oponenci burmistrza w radzie gminy dopytują o nasze uzgodnienia w sprawie zamiany działek przy Warczewskiej. Zastanawiał się. – Cholera, skąd tak szybko się dowiedzieli, że skupuję nieruchomości w centrum miasta?! Diabli nadali tego Kuźniaka i Beltera. Ponad dwa tysiące gmin w kraju, a takie indywidua musiały przybłąkać się akurat do naszych Jelenic. I na domiar złego ludzie wybierają ich na radnych. I po co? Nie lepiej spokojnie korzystać z uroków życia, a nie gonić za mirażami tej całej lokalnej demokracji. Przecież po to są burmistrz i radni, aby zamiast mieszkańców myśleć i podejmować decyzje. A tym dwóm, politowania godnym wymoczkom, śni się kurwa jakieś społeczeństwo obywatelskie. Niektórzy to mają nasrane w głowach. Czy ci ludzie oczu nie mają, że głosują na takich oszołomów!?

 

* * *

Redaktor Tymkowski dzwonił z telefonu stacjonarnego. Sprawiał wrażenie rozdrażnionego, może nawet wzburzonego. Powiedział Belterowi, że powinni koniecznie jutro się spotkać. Kiedy Belter dopytywał o powody spotkania, Tymkowski nie chciał mówić o konkretach. Rzucił tylko przez słuchawkę, że ma nowe informacje na temat śledztwa w sprawie działek w Jelenicach. Belter przyjął tę wiadomość z zadowoleniem. Potem uzgodnili szczegóły dotyczące godziny i miejsca spotkania.

Nazajutrz Belter, jak było umówione, zjawił się w kinie Solis w Radomsku. Dochodziło południe. W środku czekał już na niego Tymkowski. Przywitali się i podeszli do kasy biletowej. O tej porze puszczano tylko dwa filmy, w tym disneyowską produkcję dla dzieci. Wyboru więc nie było. Kupili bilety na remake Morderstwa w Orient Expressie i ruszyli w kierunku sali projekcyjnej nr 4. Na sali panował półmrok, leciały jeszcze reklamy. Oprócz nich na widowni było tylko siedmioro widzów. Środkowy rząd zajmowała grupa młodzieży w wieku licealnym, która najwyraźniej zamiast obliczać masę molową substancji chemicznej lub usuwać niewymierność z mianownika ułamka, wybrała hollywoodzką iluzję rzeczywistości alternatywnej; tj. rzeczywistości wolnej od nakazów i zakazów oraz zgniłych kompromisów i oportunistycznych postaw dorosłych, rzeczywistości, w której dobro zwycięża zło, a bohaterowie odjeżdżają z ukochaną ku zachodzącemu słońcu. Tymkowski nie zwracał na młodzież uwagi, choć bacznie lustrował wnętrze pomieszczenia. Najwyraźniej szukał znajomej twarzy, kogoś z kim umówił się w tym miejscu, nie wtajemniczając w to Beltera.

- Jest – mruknął pod nosem.

- W przedostatnim rzędzie w trzecim fotelu z prawej strony. Widzisz tego faceta?

- Tak – odparł Belter.

- Usiądziemy obok niego i pogadamy.

- Kto to jest?

- Gliniarz z komendy wojewódzkiej. Chciał się z tobą spotkać.

- To czemu od razu nie mówiłeś?

- Nie było czasu, a poza tym taki był jego warunek – oznajmił Tymkowski i dodał rozkazująco:

- Nie marudź, tylko maszeruj! Bo facet się rozmyśli, a ma dla nas rewelacyjne info.

Belter nie wiedział, co o tym myśleć, ale posłuchał Tymkowskiego. Zajęli miejsca po sąsiedzku. Tymkowski poznał nieznanych sobie mężczyzn, po czym przeszedł do sedna rzeczy.

- Konrad, jest tak, jak chciałeś. Powiedz Marcinowi, to co mi wczoraj mówiłeś.

- Wiem, gdzie pracowałeś i czym się zajmowałeś, więc masz u mnie kredyt zaufania, ale zapomnij od kogo tego się dowiedziałeś, co zaraz usłyszysz. Ok?

- Chyba nie muszę odpowiadać? To oczywiste – powiedział Belter.

- Dobra, jest tak. Wczoraj, kiedy wrócił z odprawy mój naczelnik, wezwał mnie do siebie. Był wkurzony, a raczej wkurwiony. Pytał o najnowsze ustalenia w sprawie kryptonim „Jedynak”, takiej operacji prowadzonej jako wsparcie śledztwa dotyczącego skupowania działek w atrakcyjnych częściach Jelenic. Potem gadaliśmy o innych sprawach, ale na koniec naczelnik wrócił do „Jedynaka” i zasunął, że dostał sugestię „z góry”, żeby „wyhamować”, bo to w końcu nie jest nasze śledztwo. Niech prokuratura pokaże, co potrafi, a nie tylko ogląda się na nasze dowody.

- „Z góry”, czyli od „jedynki”, czy „dwójki”? – wtrącił pytająco Belter.

- Od „dwójki”, zastępcy ds. korupcji – uzupełnił Konrad i ciągnął dalej.

- Ale to nie wszystko. Po robocie mieliśmy taką małą imprezkę wydziałową poza firmą. Pępkówka u kolegi, któremu dwa dni temu urodził się synek. I na tej imprezie po kilku głębszych naczelnik wyciągnął mnie przed knajpę na papierosa i walnął taki tekst:

- Zdajesz sobie sprawy, że nasza „góra” siedzi w kieszeni u grubego Romka? Potaknąłem głową, a on kontynuował. – To jeszcze musisz wiedzieć, że na jego liście płac jest wielu polityków i jeszcze więcej samorządowców z naszego regionu. Dzięki nim dostaje zlecenia i zarabia, a oni mu się rewanżują, obsadzając na stołkach w naszej firmie, i nie tylko, takich ludzi, którzy krzywdy zrobić mu nie dadzą. - I koło się zamyka – zauważyłem. – No właśnie, rzygać się chce, ale my tego nie zmienimy. „Dobra zmiana” też nie ruszy tego układu, bo również jest na garnuszku u Romka. Co pozostaje? – spytał. – Nie wychylać się! – odpowiedziałem. – I to jest nasze motto na dziś, więc w „Jedynaku” załóż, na jakiś czas przynajmniej, „różowe okulary” – spuentował naczelnik.

Luther Faun

Cdn.

Ten i poprzednie rozdziały dostępne na naszej stronie: www.tygodnikoko.pl w zakładce POWIEŚĆ

 

Admin admin
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe