Szemrany Raj, rozdział 15

  • 23.03.2018, 16:17 (aktualizacja 24.03.2018, 10:21)
  • Admin admin
Szemrany Raj, rozdział 15 Rozdział 15.
Kolejny rozdział powieści political-fiction

Rozdział 15

  Projekt

 

Sprawa została odfajkowana, nie było już o czym gadać. W zasadzie wszystko było ustalone. Wprawdzie projekt urządzenia terenu centrum Jelenic z Pomnikiem Niepodległości jako wizytówka przepadł w grudniowym konkursie, ale poza członkami komisji nikt o tym nie wiedział. Przedstawiciele strony społecznej, którzy brali udział w postępowaniu, podpisali kwity o zachowaniu wszystkiego w tajemnicy. Nic więc nie stało na przeszkodzie, aby ten sam projekt przepchnąć w następnym przetargu. Najlepiej z nową komisją, w czysto urzędniczym składzie. Decyzja więc zapadła. W oficjalnych komunikatach ma dominować jeden przekaz. Gmina zakupiła działki między Warczewską i Żołnierską w celu budowy pomnika w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Nie może zatem być mowy o jakichkolwiek machinacjach i ukrytych intencjach. Władzom Jelenic, z Mleczką na czele, przyświecał w całej sprawie tylko ten jeden jedyny, szczytny cel. Inne spojrzenia na transakcję zakupu terenu w centrum miasta, to wyłącznie pomówienia i niepotrzebne jątrzenie.   

- No to wszystko jasne, panowie – powiedział Mleczko i uśmiechnął się.

- Niby tak, ale zostaje jeszcze jedna kwestia – zauważył Kręcicki.

- Jaka? – zdziwił się Mleczko.

- Sprawa napisu na płycie frontalnej pomnika. Pamiętasz mówiłem ci przy czym upierają się Ślesicki i Jurkiewicz? Omawialiśmy to ze dwa tygodnie temu u ciebie, jak wymyśliłeś story z pomnikiem jako zasłoną dymną.

- No, tak. Pamiętam. Ale mamy przecież pismo z IPN-u w tej sprawie, i to załatwia problem.

- Niby tak, lecz oni też mają pismo z IPN-u. I to nie takie jak my, załatwione przez Gośkę po znajomości w Warszawie, tylko z lubelskiej delegatury Instytutu.

- No to co?

- To, że Jelenice podlegają jurysdykcji IPN-u w Lublinie. I ślesicki z Jurkiewiczem ciągle używają tego argumentu. Trzeba to z nimi jakoś polubownie załatwić.

- Polubownie?! – mruknął Mleczko, nie ukrywając swego poirytowania. – To w końcu my jako gmina wykładamy kasę na budowę. Niech mnie nie rozśmieszają, bo jak przegną pałę, to gówno będą mieli, a nie pomnik. Powiedz im to przy najbliższej okazji. I nie wracajmy do tego więcej, bo mnie zaraz szlag trafi.

- Nie tak ostro, Tadziu – wtrącił się Wroński. – Mariusz już swoje zrobił w tej sprawie. Mam lepszy pomysł.

- Tylko nie mów, że mamy przystać na durną frazę o Niemcach jako zaborcach i wypiąć się na nasze partnerstwo z Gramen w Bawarii…

- Daj mu skończyć. Jaki pomysł, Włodek? - rzucił Kręcicki, życzliwie spoglądając na Mleczkę.

- Trzeba pogadać z Andrzejem. On ma z nimi dobry kontakt. A przy okazji, niech im uświadomi, że tylko dzięki przychylności burmistrza Jelenic ta inwestycja może dojść do skutku.

- I mógłby też zasugerować, że organizacje wchodzące w skład komitetu powinny wykonać jakiś miły gest w stronę władz Jelenic. Dajmy na to, hm… no na przykład dyplom w dowód uznania zasług burmistrza Jelenic na tym polu – dodał Kręcicki.

- O, to to – przytaknął Wroński.  

- Dobra, niech się starosta wykaże inicjatywą. Podoba mi się, kupuję ten pomysł. Porozmawiam z Andrzejem – przystał na propozycję kolegów Mleczko. – A teraz wybaczcie panowie, ale za piętnaście minut mam spotkanie na mieście. Może dowiem się czegoś nowego w sprawie śledztwa prowadzonego przez lubelską prokuraturę, w którym przewija się kilku naszych dobrych znajomych – dodał tajemniczo burmistrz i pożegnał się z Kręcickim i Wrońskim.

- To może jak znajdziesz chwilę czasu w końcówce dnia, to byśmy się jeszcze złapali na moment? Też byśmy chętnie zapoznali się z tymi rewelacjami – wypalił Wroński wychodząc z gabinetu burmistrza.

- Dobra. Teraz mam to spotkanie. Potem wpadnę do Andrzeja, żeby poinformować go o naszych ustaleniach. I jak będę wolny to się zdzwonimy – odparł Mleczko.

 

* * *

 

Prosto po spotkaniu Mleczko udał się do siedziby starostwa powiatowego. Trzypiętrowego budynku stojącego przy ulicy Reja w Jelenicach. Jeszcze przed spotkaniem w sprawie newsów z prokuratury burmistrz telefonował do starosty Andrzeja Julicza i zapowiedział swoją wizytę. Teraz jednak nie miał kompletnie na nią ochoty. Jego myśli krążyły wokół całkiem innych spraw. To, czego dowiedział się na spotkaniu, zaskoczyło go. Był rozdrażniony. Po namyśle postanowił jednak pogadać ze starostą. W końcu temat współpracy ze Społecznym Komitetem Budowy Pomnika Niepodległości też miał swoją wagę. Szczególnie teraz, na kilka miesięcy przed wyborami. – Nie można nikogo zrażać do siebie. Wysłuchać i mówić to, co inni chcą usłyszeć. Obiecywać. Byle bez konkretów. Ta taktyka, jak do tej pory, zawsze się sprawdzała – pomyślał z satysfakcją Mleczko.

Kilka chwil później jego służbowy samochód zatrzymał się przed starostwem. Mleczko wysiadł, wbiegł na schody prowadzące do budynku, i zniknął za drzwiami wejściowymi. Wspinając się na trzecie piętro, gdzie znajdował się gabinet starosty, zrzucił dwa przychodzące połączenia na komórkę. Zanim dopadł drzwi sekretariatu starosty telefon odezwał się ponownie. Na wyświetlaczu aparatu pulsowała ikonka z napisem „ODBIERZ”, a u góry imię „LECH”. Mleczko odebrał i przystawił aparat do ucha. Zaczął prowadzić rozmowę, w tym samym czasie pokonując dwoje drzwi; do sekretariatu i gabinetu starosty.

- No tak, wyśmienicie. Tylko nam tego brakowało – wykrzyknął Mleczko do telefonu, nie zważając na przywitanie starosty i obecnych w gabinecie urzędników. Szybko jednak zreflektował się. – Dobra, sorry, ale wchodzę właśnie do Andrzeja. Zadzwonię później. Dziękuję, że tak szybko potwierdziłeś, to o co prosiłem. Cześć! – urwał rozmowę Mleczko.

- Witamy burmistrza – powtórzył Julicz. – Dzień dobry! – dodali gremialnie urzędnicy i pospiesznie opuścili gabinet swego pryncypała.

- A tak. Dzień dobry! Przepraszam, ale musiałem odebrać. Cholernie ważny temat. Lech miał coś sprawdzić na szybko i jak wchodziłem do ciebie to zadzwonił. Więc rozumiesz Andrzej…

- Jasne, nie ma o czym mówić. No ale siadaj i opowiadaj, co się stało. A może napijesz się kawy. Zamówię? – spytał Julicz.  

- Z przyjemnością!

Starosta podniósł słuchawkę telefonu, stojącego przed nim na biurku, i poprosił o dwie białe kawy.

- No dobra, za moment będzie kawa. A teraz mów, co cię tak zbulwersowało. Przecież widzę, że jesteś wkurzony – zainteresował się Julicz.

- Aaa, jak nie urok, to … wiesz co? Byłem kwadrans temu na takim spotkaniu, co to tajne przez poufne, i dowiedziałem się, że Prokuratura Rejonowa w Radomsku przy nas grzebie.

- E, tam. Plotka! Oszołomy z opozycji puszczają peudo-newsy w ramach kampanii przed jesiennymi wyborami. Znasz ich. Nie ma czym się przejmować… - Julicz nie zdążył dokończyć myśli.

- A jednak! Lech potwierdził! To z tym do mnie dzwonił, jak wchodziłem do ciebie.

- Zaraz, ale co potwierdził?

- A to, że dwa tygodnie temu radomszczańska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie korupcji w jelenickim ratuszu – oznajmił z goryczą w głosie Mleczko, po czym dobitnie powtórzył. - W jelenickim ratuszu! Kapujesz, Andrzej? Kapujesz?!

- Taak? – przeciągnął sylabę zbity z tropu wybuchem rozmówcy Julicz. - No, ale… - próbował jeszcze wymamrotać, ale nie zdążył dokończyć.

- Nie ma żadnego „ale”! Jelenickim, czyli moim ratuszu! Słyszysz! Moim! – ryknął Mleczko, i ciągnął dalej krzycząc. - Ci skurwiele odważyli się podnieść na mnie rękę? Na mnie!?... Nie daruję im tego! Nie wiedzą z kim zadarli!            Mleczko był wściekły. I nie krył tego. Wybuch złości u gościa nie zaskoczył Julicza. Był przyzwyczajony do jego cholerycznego usposobienia. Tym niemniej, postanowił rozładować napięcie, jakie pojawiło się za sprawą wieści z prokuratury. Zaserwował Mleczce coś mocniejszego do picia. A sam zmienił temat rozmowy, co nie było wcale proste. Mleczko kilkakrotnie jeszcze wracał do poprzedniego tematu, ale w końcu dał za wygraną. Odtąd już tylko przysłuchiwał się Juliczowi, który gadał przez bity kwadrans. Omawiał najróżniejsze kwestie, choć wszystkie sprowadzały się do jednego. Mianowicie, pomocy finansowej, bez której nie pociągnie dłużej szpital powiatowy. Co z kolei może kłaść się cieniem na wizerunku jelenickiej ekipy w czasie nadchodzących wyborów samorządowych.        

koniec rozdziału 15.                   CDN.                                                                                                                                                    

                                                                                                                                                                                  Luther Faun

cała powieść w zakładce: POWIESĆ

 

Admin admin
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu _______. _________ z siedzibą w ________ jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe